George Best
Było wielu sportowców w historii, którzy pogubili się w trakcie życia i przez to albo całkowicie zmarnowali swoją karierę, albo przygasili wielki talent. Największym sportowcem, który przegrał walkę z samym sobą był Irlandczyk George Best. Ktoś powiedział o nim kiedyś, że gdyby nie zaglądał do kieliszka, to Pele mógłby mu teraz czyścić buty, a Maradona nosić za nim torby.
Urodzony w 1946 roku chłopak niemal od wieku juniorskiego zaczął robić wielką karierę. W Manchesterze United strzelał jak na zawołanie i był najskuteczniejszym napastnikiem ligi. Jednak w pewnym momencie coś zapanowało nad jego życiem. Imprezowy tryb życia, ciągłe balangi, kobiety i alkohol. Best zaczął spóźniać się na treningi, aż w końcu przestał na nie uczęszczać. W 1975 roku został odsunięty od gry w 'Czerwonych Diabłach' i jego kariera zatrzymała się w rozwoju. Miał ogromny talent i jak tylko wchodził na boisko, wiadomo było, że strzeli jakieś bramki. Błysk, szybkość i charyzma w polu karnym - nikt nie miał tych cech tak świetnie rozwiniętych jak on.
Best zmarł w 2005 roku, kiedy jego stan pogorszył się zdecydowanie. Wciąż pił i to skończyło się dla niego jak najgorzej. Szkoda, bowiem gdyby nie alkohol, mógłby być dzisiaj legendą piłki nożnej, a tak jest tylko symbolem przestrogi dla młodych, naiwnych piłkarzy.